Chusta do noszenia dzieci – sposób na życie, a nie tylko moda

Chusta to wspaniały „wynalazek” w opiece nad dzieckiem! Piszę to przede wszystkim jako mama dwójki urwisów. A dlaczego użyłam cudzysłowu pisząc wynalazek? Ano dlatego, że wynalazkiem jest wózek do przewożenia dzieci, który ma niewiele ponad 150 lat historii, natomiast chusta była z człowiekiem „od zawsze”. 

Człowiek jako gatunek wiódł dawniej życie koczownicze – ludzie przemieszczali się z całym swoim dobytkiem często i na duże odległości. Niemowlęta i małe dzieci też trzeba było jakoś transportować zanim zdobyły umiejętność samodzielnego chodzenia – przywiązywano je zatem do opiekunów. Dawniej nie było również pojęcia urlopu macierzyńskiego czy wychowawczego – matka nadal miała swoje obowiązki w społeczności i musiała łączyć ich wykonywanie z opieką nad dzieckiem. Do teraz istnieją kultury, w których matki, dzięki przywiązaniu do siebie niesamodzielnych potomków, mogą normalnie pracować.  Chusty można zobaczyć w wielu programach podróżniczych i filmach z „dzikich” krajów. A naukowcy zaczęli dostrzegać fakt, że mały człowiek jest przystosowany do bycia noszonym.

Oczywiście współczesna chusta i sposób jej wiązania to efekt pracy wielu specjalistów z wielu dziedzin (wspólnie pracują m.in. eksperci z dziedziny włókiennictwa, pediatrzy, ortopedzi, fizjoterapeuci i doradcy noszenia w chustach), ale mechanizm „przywiązać dziecko, żeby móc się sprawnie przemieszczać” jest dokładnie taki sam.

Rzecz zdawać by się mogło zupełnie błaha – kwestia transportu, komunikacji, przyjemności ze spacerowania z malcem. Chusta pomaga, jeśli mieszkamy na trzecim piętrze bez windy (nie musimy dodatkowo taszczyć wózka). Chusta pomaga pokonywać jakże powszechne bariery architektoniczne – nierówne chodniki, krawężniki, schody, wąskie wejścia do sklepów itp. Z dzieckiem w chuście łatwiej wsiąść do tramwaju czy autobusu, łatwiej ominąć źle zaparkowany samochód. I na spacer do lasu też można pójść a piasek na plaży niestraszny!

Ale czy na sprawnym przemieszczaniu się z dzieckiem kończą się zalety wiązania dziecka w chustę? Zdecydowanie nie!

Każdy kto przeżył pojawienie się na świecie nowego członka rodziny, ten wie, że jest to  mała wielka rewolucja – nagle okazuje się, że nic już nie jest takie samo! I wcale nie jest tak, że przy drugim dziecku jest łatwo – może nieco tylko łatwiej, bo człowiek ma więcej odwagi. Ja mam dwójkę dzieci a każde z nich jest zupełnie inne – inaczej się rozwijają, inaczej się bawią, czego innego wymagają od rodziców. A chusta pomaga w ogarnięciu się w tym poporodowym zamieszaniu. A jak? Ano tak, że przytulany czy noszony malec zwykle się uspokaja (zaspokajana jest jedna z podstawowych potrzeb – potrzeba bliskości, kontaktu fizycznego). Nosząc lub przytulając mamy zajęte ręce, więc nic poza tym nie jesteśmy już w stanie zrobić – piętrzą się góry prania, nie ma kiedy posprzątać mieszkania, z gotowaniem też bywa różnie. Jeśli przywiążemy do siebie malca chustą, nie musimy go dodatkowo przytrzymywać i mamy dwie zupełnie wolne ręce, którymi nareszcie można coś zrobić! A malec nie płacze, bo mu ciepło,dobrze i bezpiecznie – czuje się prawie jak w brzuchu u mamy.

Druga kwestia to dbanie o własne zdrowie – noszenie na rękach nawet czterech kilogramów szczęścia powoduje zwykle dyskomfort albo nawet ból kręgosłupa. Nosząc na rękach nie dbamy o właściwą pozycję ciała – o swój kręgosłup i mięśnie dna miednicy. Dobrze zawiązana chusta pomoże nam utrzymać właściwą pozycję kręgosłupa (ciężar rozłożony jest równomiernie na ramiona i biodra) i wesprze rehabilitację nadwerężonych ciążą i porodem mięśni dna miednicy.

A dziecko? Noworodek w chuście czuje ciepło mamy, jej zapach, słyszy bicie jej serca, ma mamę na wyciągnięcie ręki, kiedy tylko będzie jej potrzebował. To daje poczucie bezpieczeństwa. Rzadziej jest powód do płaczu. A maluch może się rozwijać w sposób niezakłócony.

Noszenie w chuście pomaga przy kolkach – ciepło i ruch wspomagają pracę układu pokarmowego, co zwykle przynosi ulgę. A dobrze zawiązana chusta wspiera prawidłowy rozwój kręgosłupa i stawów biodrowych. Wspieramy również rozwój emocjonalny i intelektualny pozwalając dziecku na wielozmysłowy kontakt ze światem, na poznawanie świata z perspektywy człowieka dorosłego a nie z czeluści głębokiego wózka.

Chusta to nie nowa moda o powrót do tradycji, do natury! Mimo wielu zmian ewolucyjnych, wciąż nasze dzieci potrzebują naszej bliskości, by czuć się bezpiecznie. A poza wszystkim noszenie daje rodzicowi ogromną radość a sama nauka wiązania wymaga tylko poświęcenia nieco czasu – jak opanowanie każdej nowej umiejętności. Jako mama dwójki noszaków, która przemierzyła wiele kilometrów  i wykonała wiele prac domowych i ogrodowych z dziećmi na plecach, gorąco polecam ten sposób życia z dziećmi!

Autorem artykułu jest Wanda Hałuniewicz
- Certyfikowany Doradca Noszenia ClauWi®


 

www.pasiata.pl